Nie raz lecąc samolotem lub podróżując pociągiem czy autobusem, kiedy jeszcze nie byłam mamą, myślałam sobie "Boże jak te kobiety mogą tak obładowane się poruszać, jak to dziecko jeszcze tak krzyczy" lub "No błagam, niech ono się już uspokoi bo nie da się zdrzemnąć w samolocie".
Teraz już wiem jak to jest i jak sobie z tym radzić by podróż była przyjazna dla wszystkich pasażerów...
Moja pierwsza podróż samolotem "z dzieckiem" była kiedy byłam jeszcze w ciąży, rozumiecie teraz skąd ten cudzysłów hihi :) Latałam średnio raz w miesiącu, a moje maleństwo podróż samolotem znosiło wręcz cudownie, kiedy tylko samolot wznosił się ku górze, mały automatycznie się uspokajał, a ja mogłam odespać troszkę. Co prawda lekarze i linie lotnicze mówią że można latać tylko do 32 tygodnia ciąży za pozwoleniem lekarza. Ja jednak latałam prawie że do samego końca, bo aż do 8 msc i uwierzcie mi, że nikt mnie nie poprosił o żadne zaświadczenie, mimo iż takie posiadałam. Natomiast kiedy już Olek się urodził nasza pierwsza podróż do Polski samolotem, miała miejsce gdy Olek zaczynał 3 miesiąc, oczywiście że miałam obawy jak to będzie, czy sobie poradzę, jak ja się zabiorę z walizką 32 kg i głębokim wózkiem, plus jeszcze torba podręczna z całym ekwipunkiem maluszka. Jednak udało się i nie było tak najgorzej. Maleństwo przez cały czas było w wózku gdyż wybrałam opcję oddania wózka przy samolocie, lecz można też zdać od razu z bagażem rejestrowanym, walizkę oddaliśmy przy odprawie, a dodatkowo mieliśmy ze sobą nosidełko dla niemowląt. Swoją drogą jest to świetne wyjście jeśli chodzi właśnie o podróż samolotem. Niestety wybierając się w taką podróż trzeba mieć ze sobą na prawdę spory arsenał, zapasy mleka co by nie zabrakło bo przecież to cały dzień poza domem, pieluszki, ciuszki na zmianę, kocyk,picie dla dziecka, na prawdę cała wyprawka. Problemy zaczęły się na lotnisku, kiedy to poprosiłam o podgrzanie mleka w jednej z Restauracji, oczywiście odmówiono mi, ponieważ jak to określili nie mogą udostępniać klientom mikrofalówki. Kiedy zaproponowałam zapłatę również mi odmówiono, więc niestety mleko do wylania, trzeba robić nowe, a więc muszę kupić wrzątek i znów historia się powtarza...moja złość sięgnęła granic, więc postanowiłam pójść do obsługi lotniska ze skargą, po czym Pani wzięła mnie za rękę oburzona zachowaniem pracowników lotniska, i dopiero gdy pojawiłam się z obsługą uraczono mnie wrzątkiem i to BEZPŁATNIE ! Podziękowałam Pani i udałam się do stanowiska, z którego samolot odlatywał, i tutaj również niemiła niespodzianka....Zacznijmy od oburzenia ludzi, iż kobiety z dziećmi do 2 roku życia wchodzą pierwsze (tzw. Priorytet wejścia na pokład), kiedy moje kochane maleństwo obudziło się i zaczęło lekko mruczeć bo było głodne,a ja właśnie przekładałam je z wózka do nosidła, przygotowując się do wejścia na pokład, ludzie w kolejce patrzyli się na mnie jak na trędowatą (bez urazy) i szeptali pod nosem. Kiedy to już Pani wzięła ode mnie bilety,sprawdziła paszporty, wszystko się zgadzało mogłam udać się na dół do wyjścia z lotniska, ku mojemu zdziwieniu winda nie działała, jak mnie poinformowała Pani "winda jeździ tylko
w górę" moje zdziwienie było przeogromne, możecie sobie wyobrazić, że gdy spytałam Panią jak mam się dostać na dół gdyż tu sa schody a ja mam dwuczęściowy wózek do tego torbę i dziecko na klatce piersiowej, odpowiedziano mi że to nie jej problem i mam sobie sama jakoś z tym radzić. To był szczyt. Kiedy to zaczęłam prosić mężczyzn stojących w kolejce, aby mi pomogli, uwierzcie 5/6 mi odmówiło. Wtedy czara się przelała...Byłam zdruzgotana obsługą, rozwiązaniami lotniska, jak i ludźmi, jak bardzo potrafią być obojętni. W samolocie kiedy to już zajęliśmy miejsce moje maleństwo na całe szczęście poszło spać, dzięki temu iż miał smoczka w buzi, przy każdej zmianie ciśnienia "ciągnął" smoczka odruchowo i nie mieliśmy problemu z zatkanymi uszkami, dziecko nie płakało i przespało całą podróż. Moja radość nie znała granic :)
Kolejnymi wyzwaniami jakie na mnie czekały, to samotne robienie większych zakupów żywnościowych, kiedy to byłam bez samochodu.
Nie da się tego opisać, wyglądaliśmy po prostu jak wół tragażowy.
Dziś już wiem, że na takie zakupy do supermarketu, najlepiej wziąć po prostu butelkę mleka, picia i pampersa. Zazwyczaj się to nie przydaję gdyż staram się przed samym wyjściem nakarmić Olka i przebrać. Ale wiadomo trzeba być przygotowanym :)
No i na koniec nasz faworyt, czyli podróż samochodem :)
Dla jednych wielkie wyzwanie i przygotowania, dla innych po prostu przejażdżka z dzieckiem.
W naszym wypadku pierwsza podróż mamy z synkiem, to był kilku dniowy wyjazd do Trójmiasta, jakieś 120 km w jedną stronę ;)
Najważniejszą rzeczą jest bagażnik, nie ważne jakiej wielkości jest auto, lecz jak duży ma bagażnik.
W naszym autku bagażnik mógłby wydawać się spory, lecz jak się okazało nie na tyle byśmy mogli zmieścić się w niego na trzydniową podróż. Po włożeniu do niego głębokiego wózka, wanienki i zapasów pampersów, jedzonka, torby z ciuchami, zabrakło nam miejsca na stelaż wózka.
Udało nam się tak poustawiać fotele że jednak zmieścił się w tylnej części auta, wraz z torbą podręczną...Ufff jakaż była ulga :)
Kolejną ważną rzeczą w podróżowaniu z maluszkiem, jest to, czy siedzenie pasażera z przodu posiada poduszkę powietrzną, jeśli nie, dziecko może podróżować przodem do kierunku jazdy.
Ja jednak wybrałam standardowy układ i Oli jechał tyłem do kierunku jazdy.
Tak jak i większość dzieci, Oli gdy tylko poczuł że auto ruszyło, zasnął...cudowny z niego kompan w podróży :)
Dziś
dość obszernie, ale mam nadzieję, że nieco przybliżyłam niektórym wizję
podróży z niemowlęciem,a dla niektórych była to po prostu dobra lektura
;) Może i Wy miałyście jakieś ciekawe bądź mniej przyjemne przygody w
czasie podróży ?
Kilka zabawnych zdjęć z naszych podróży, kiedy Olek miał zaledwie 3 msc :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz